Co z hotelami na Mazurach? Przedsiębiorcy buntują się przeciwko obostrzeniom

Co z hotelami na Mazurach? Przedsiębiorcy buntują się przeciwko obostrzeniom


Rząd podczas ostatniej konferencji zapowiedział zamknięcie hoteli, ale tylko w województwie warmińsko-mazurskim. Dlaczego? Bo tam sytuacja epidemiczna jest najgorsza. Jednak przedstawiciele branży hotelarskiej protestują przeciwko takim działaniom. Nie godzą się na dzielenie Polski na strefy i zapowiadają zbiorowe pozwy.

Podczas ostatniej konferencji prasowej, która odbyła się 24 lutego (w minioną środę), minister zdrowia przedstawił nowe informacje dotyczące obostrzeń w Polsce. Zgodnie z nowymi przepisami, od soboty - 27 lutego, obostrzenia zostają wprowadzone jedynie w woj. warmińsko-mazurskim. Zamkniete mają zostać hotele, muzea i kina. Ta decyzja ma związek z dużą liczbą zakażeń właśnie w tym województwie.

Z decyzją tą nie zgadzają się przedsiębiorcy z branży hotelarskiej, którzy już zapowiadają zbiorowe pozwy do sądu. Mają oni wsparcie kilku samorządowców – prezydentów i burmistrzów.



Hotele na Warmii i Mazurach zatknięte od soboty 27 lutego? Przedsiębiorcy protestują!


Polski rząd podczas środowej konferencji zapowiedział zamknięcie hoteli na Warmii i Mazurach. Dlaczego? Ze względu na dużą liczbę zachorowań w tym województwie, największą w skali kraju. Decyzja ta spotkała się z bardzo szybką i ostrą reakcją branży hotelarskiej. Lokalni przedsiębiorcy uważają, że nowe restrykcje są niezrozumiałe i zapowiadają zbiorowe pozwy.

W miniony czwartek (25 lutego) odbyła się w Olsztynie konferencja prasowa właścicieli obiektów noclegowych, którzy zapowiedzieli wielki bunt - zamierzają wysłać pozwy zbiorowe przeciwko nowym obostrzeniom.

Zdaniem hotelarzy to jedyne rozwiązanie, które może przynieść jakiekolwiek efekty. Właśnie w ten sposób przedsiębiorcy na Podhalu prowadzili negocjacje z rządem - zorganizowali podczas pierwszego zamknięcia branży głośne protesty. Teraz nie zostali zamknięci.

- Jak górale tupnęli nogą, to dostali – mówi podczas konferencji prasowej w Olsztynie Andrzej Dowgiałło (właściciel kilku dużych hoteli na Mazurach). - Czas chyba się zburzyć i z przysłowiowymi kosami pójść na przysłowiowy Belweder, bo inaczej nikt nas nie wysłucha i nam nie pomoże. Jest to nienormalne, mamy tysiące obiektów hotelowych, a funkcjonujemy jakbyśmy byli przedszkolem tego rządu. Będziemy przygotowywali pozwy zbiorowe, żeby walczyć z takim nastawieniem do nas. Nasze hotele to nie jest zabawka, żeby ją przestawiać.


Przedsiębiorców wspierają samorządowcy


Nowo wprowadzone obostrzenia uderzają nie tylko w lokalnych hotelarzy. Zamknięcie obiektów noclegowych oznacza wstrzymanie ruchu turystycznego w całym regionie. A to odbije się na wszystkich. Dlatego też przedsiębiorców wspierają lokalne władze, samorządowcy.

Rząd nie patrzy racjonalnie. Otwiera i zamyka. Jedyne co mogę teraz zrobić, to stanąć przeciwko sanepidowi. Nikomu nie zakażę dalszej działalności – mówi w rozmowie z WP Piotr Jakubowski, burmistrz Mikołajek.

A do niego dołączają włodarze Giżycka i Mrągowa. Tu wszyscy są zgodni i twierdzą, że turystyka w regionie powinna nadal działać. Zapowiadają też, że będą wspierać swoich przedsiębiorców przy użyciu wszystkich dostępnych środków.

Jak tłumaczy  burmistrz Mrągowa, Stanisław Bułajewski, to ogromny cios dla branży turystycznej w regionie. Na najbliższe dni było mnóstwo rezerwacji. Co teraz?

Odpowiedź na to pytanie nie jest łatwa. Jeśli przedsiębiorcy się zbuntują i nie zamkną obiektów noclegowych, muszą liczyć się z karami, które mogą być na nich nakładane.

Przypomnijmy, że zgodnie z decyzją rządu, hotele w Polsce pozostają otwarte. Jedynie w województwie warmińsko-mazurskim muzea, kina oraz obiekty noclegowe będą zamknięte od najbliższej soboty (27 lutego). Prawdopodobnie na okres dwóch tygodni, choć już po tygodniu, jak zapowiada Ministerstwo Zdrowia, analizowana będzie sytuacja pandemiczna w kraju.

Następny artykuł Tak wyglądają noclegi w...

Komentarze

Zobacz również